Mama Bartka: Jak planujemy podróże?

Podróże są bardzo ważnym elementem naszego życia (⇒ terapia w terenie), więc nasz każdy wyjazd zostaje starannie zaplanowany. Mało tego – do planu podstawowego mam oczywiście stworzony plan awaryjny. Nie znaczy to oczywiście, że później trzymamy się tego planu sztywno. Ale sam fakt, że mam wszystko zaplanowane i pod kontrolą powoduje, że nie boję się wyjeżdżać sama z Bartkiem nawet na drugi koniec Polski 🙂 . Obecnie aż mnie nosi, żeby w końcu zaplanować wakacje! Wszystkie nasze plany są uzależnione od decyzji o dofinansowaniu turnusu rehabilitacyjnego przez PFRON – a tej jeszcze nie ma… Stąd poniekąd pomysł na ten wpis – może ktoś z Was skorzysta z naszych porad 🙂

1. Wybór miejsca

Planowanie każdego wyjazdu zaczynamy od wyboru miejsca. Chcielibyśmy zwiedzić całą Polskę, więc nigdy to nie jest prosty wybór… Preferujemy aktywny wypoczynek, więc wybierając dane miejsce sugeruję się zawsze ilością atrakcji, które mogą zainteresować Bartka. Przy wyborze miejsca wspomagam się internetem i naszą literaturą podróżniczą. 

2. Atrakcje

Jeśli mamy już wybrane miejsce, szukam wszystkich atrakcji, które chcielibyśmy zobaczyć. Tutaj nieocenionym źródłem informacji jest internet. Robię listę tych wszystkich interesujących miejsc i atrakcji, sprawdzam dni i godziny otwarcia, cenniki, ulgi dla osób niepełnosprawnych i opiekunków, czas zwiedzania (więcej tutaj ⇒ 5 sposobów na tańsze podróżowanie z dzieckiem). Następnie próbuję rozplanować zwiedzanie na ilość dni, które spędzimy w danym miejscu. To jest zawsze największe wyzwanie, bo tych dni mamy zwsze za mało i wtedy trzeba wybierać… Coś tam zawsze wpisuję na listę rezerwową, żeby mieć jakąś alternatywę na przykład w razie niepogody. 

3. Dojazd

Kiedy mamy już wybrane miejsce i atrakcje sprawdzam, jak i czy w ogóle mamy tam jak dojechać. Nie dopuszczam do sytuacji, że przyjeżdżamy w jakieś miejsce i nagle się okazuje, że do połowy atrakcji nie mamy jak dojechać. Kiedy jedziemy do jakiegoś konkretnego miasta i wszystkie atrakcje znajdują się w jego obrębie nie sprawdzam tego tak dokładnie, bo wtedy korzystamy z komunikacji miejskiej i gdzie nie dojedziemy, to dojdziemy (tak jak na przykład we Wrocławiu czy w Trójmieście).

Ale jeśli wybieraliśmy się w zeszłym roku odkrywać Jurę Krakowsko-Częstochowską (nocowaliśmy w trzech różnych miejscowościach), to wcześniej sprawdziłam krok po kroku, po kolei dojazd do każdego punktu (nie są to niestety miejsca z dobrym dojazdem komunikacją publiczną). Udowodniłam wtedy (przede wszystkim sobie 😉 ), że nie jest to niemożliwe. Trochę inaczej wyglądały tegoroczne ferie zimowe w Kotlinie Kłodzkiej. Nocowaliśmy w jednym miejscu, ale zwiedzaliśmy okoliczne miejscowości. Dlatego na miejsce noclegu wybrałam Kłodzko, z którego mieliśmy najprostszy (i najkrótszy) dojazd do interesujących nas miejsc.

Do wyszukiwania najlepszej opcji dojazdu wykorzystuję aplikację e-podróżnik.pl oraz korzystam z  wyszukiwarek połączeń kolejowych. Bilety kolejowe kupuję przez internet, po pierwsze dlatego, że w naszym mieście na dworcu kolejowym nie jest prowadzona sprzedaż biletów na pociągi IC, a po drugie – kupując z wyprzedzeniem oszczędzam na tym do kilkudziesięciu procent 🙂

4. Noclegi

Jeśli już mamy wybrane miejsce, atrakcje i dojazd, to pozostaje nam już tylko zarezerwować noclegi. To też nie jest prosta sprawa, bo niejednokrotnie spędzam kilka dni na przeglądaniu ofert i wybieraniu tych, które spełniają nasze wymagania.  Nie znaczy to, że mamy nie wiadomo jakie wymagania 😉 Nie potrzebujemy do szczęścia 5-gwiazdkowego hotelu z niewiadomo jakimi wygodami. Zaczynam od wyznaczenia budżetu, który chcemy przeznaczyć na nocleg i staram się go trzymać. Bo jeśli wydamy za dużo na noclegi, to zabraknie nam na inne przyjemności… Generalnie zwracam uwagę na to, żeby to nie była jakaś nora, dlatego noclegi rezerwuję tylko za pomocą dwóch portali. Raz trafimy lepiej, raz gorzej, ale tragedii nigdy nie było. Najważniejsze jest to, żeby pokój był z własną łazienką. Jeżdżąc z Bartkiem jest to bezwzględne minimum i jeśli dany obiekt nie oferuje takiej możliwości, to choćby był nie wiadomo jak wspaniały – nie skorzystamy.

Drugą bardzo ważną rzeczą jest aneks kuchenny w pokoju lub dostęp do kuchni. Biorąc pod uwagę wybiórczość pokarmową Bartka oraz ograniczenie kosztów wyjazdu większość posiłków przygotowuję sama, więc zaraz po łazience jest to druga rzecz, którą biorę pod uwagę wybierając miejsce noclegu. Kolejną rzeczą, która ma wpływ na mój wybór jest opinia, jaką dany obiekt posiada, bo wiadomo, że nie zdecydowałabym się jadąc sama z dzieckiem na nocleg w jakimś podejrzanym i niesprawdzonym miejscu. Chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że nawet obiekt z pozytywną opinią może okazać się całkowitą porażką, to mam nadzieję, że nas to nie spotka…

Tak jak wspominałam na początku, chciałabym już móc planować nasze wakacje, ale jeszcze muszę się uzbroić w cierpliwość i poczekać kilka dni 😉 W tym roku mam jeszcze bardziej szalony pomysł, niż wyjazd na Jurę Krakowsko-Częstochowską i wiem już, że dokładne zaplanowanie tego wyjazdu będzie nie lada wyzwaniem… Wiem też, że jeśli uda się ten plan zrealizować, to przeżyjemy kolejną niesamowitą przygodę!

A Wy macie już zaplanowane wakacje, czy też jeszcze nie? A może wolicie spontaniczne wyjazdy? 

Mama Bartka: Makieta Kolejowa SEMAFOR w Tarnowskich Górach

Przedostatni dzień starego roku to idealny moment na ostatnią wycieczkę 😉 Tym razem nasza podróż była wyjątkowo krótka, bo tylko do dworca kolejowego w Tarnowskich Górach, gdzie od września tego roku można oglądać Makietę Kolejową SEMAFOR.

Makieta Kolejowa SEMAFOR to 300 metrów torów, 26 zwrotnic i 7 składów pociągów – pasażerskich i towarowych. A oprócz tego mosty, tunele, drogi, samochody, wiele postaci figur i zwierząt, drzew, zieleni, budynków (w tym charakterystycznych dla Tarnowskich Gór)- to wszystko daje poczucie złudzenia, że znajdujemy się w środku tętniącego życiem miasta. Miniaturowego miasta, bo makieta jest wykonana w skali 1:32.

Nie była to pierwsza tego typu wystawa, którą odwiedziliśmy w tym roku, bo byliśmy już w Kolejkowie we Wrocławiu oraz w Gliwicach – mamy więc porównianie. Ta tarnogórska bardzo nam się podobała, bo jest taka „nasza”. Bartek był bardzo zainteresowany i z wielką ciekawością biegał od jednego pociągu do drugiego 🙂 Od Twórcy wystawy wiemy, że makieta będzie rozbudowywana i w ciągu najbliższych kilku miesięcy w kolejnym pomieszczeniu dworca stanie kolejne miasteczko, a także coś jeszcze, ale nie będziemy zdradzać co 😉 Jedno jest pewne – będziemy tutaj wracać, bo miejsce jest naprawdę wyjątkowe…

Makietę Kolejową SEMAFOR można oglądać na pierwszym piętrze budynku dworca kolejowego w Tarnowskich Górach. Wszystkie niezbędne informacje (godziny otwarcia, cennik biletów) znajdziecie na stronie internetowej: Makieta Kolejowa SEMAFOR [KLIK]. A na koniec jeszcze kilka zdjęć…


PODSUMOWANIE ROKU 2017

Rok 2017 to był naprawdę dobry rok. Sporo się działo, dużo podróżowaliśmy, zwiedziliśmy mnóstwo ciekawych miejsc. Bartek zrobił olbrzymie postępy w niektórch dziedzinach (chociaż czasami się wydawało, że nigdy w życiu tego nie ogarnie), dzielnie kontynuował terapie oraz naprawdę dużo wypracowaliśmy podczas terapii w domu. Podjęliśmy też ważne decyzje na temat najbliższej przyszłości Bartka, ale o tym przeczytacie później.

 W styczniu w ramach ferii zimowych spędziliśmy kilka dni w Bielsku-Białej [KLIK]. W kwietniu pojechaliśmy na kilka dni do Wrocławia [KLIK] . W maju byliśmy w gliwickiej Palmiarni [KLIK], w czerwcu w Muzeum Miejskim „Sztygarka” w Dąbrowie Górniczej [KLIK]. W lipcu wyruszyliśmy zwiedzać Jurę Krakowsko-Częstochowską [KLIK] i była to niesamowita przygoda, bo po raz pierwszy przemieszczaliśmy się co kilka dni w inne miejsce. Świetnie się to sprawdziło, więc może powtórzymy to w kolejne wakacje. Również w lipcu byliśmy w Opolskim Ogrodzie Zoologicznym [KLIK], przejechaliśmy się wąskotorówką [KLIK] oraz zwiedziliśmy zamek w Chudowie [KLIK]. Przełom lipca i sierpnia to spełnienie marzeń Bartka i pobyt nad Bałtykiem [KLIK] oraz wizyta w Krasiejowie, która jeszcze nie została opisana na Bartusiowym Blogu 😉

Od jesieni ostro wyhamowaliśmy i nigdzie nie byliśmy – nie licząc grudniowej wizyty w Wielkiej Fabryce Elfów, gdzie poszukiwaliśmy zaginionych sań Mikołaja oraz wczorajszych odwiedzinach Makiety Kolejowej SEMFOR. Trochę byliśmy zmęczeni intensywnymi wakacjami, trochę pochłonęło nas rozpoczęcie roku szkolnego i ślub cioci Lusi, trochę inne zajęcia, a jak już mieliśmy ochotę gdzieś się wybrać, to pogoda nie dopisywała i zostawaliśmy w domu.

Nadchodzący 2018 rok zapowiada się również niezwykle interesująco. Już na początku lutego wyruszymy w pierwszą podróż i odkryjemy kolejny piękny zakątek Polski. W maju czeka nas Pierwsza Komunia Bartka i jeszcze wiele innych ciekawych zdarzeń…

Życzymy sobie i Wam, aby nadchodzący rok był chociaż w połowie tak udany, jak ten mijający 🙂 A najlepiej, żeby był jeszcze lepszy! Do Siego Roku!!!

Mama Bartka: Wrocław z dzieckiem – 12 atrakcji które warto zobaczyć…

Trzy dni we Wrocławiu to stanowczo za mało, aby zobaczyć wszystkie interesujące nas atrakcji. Zdążylismy zobaczyć zaledwie ułamek tego, co chcielibyśmy – resztę zostawiając na przyszłość… Aby więc mój wysiłek w wyszukiwaniu atrakcji nie poszedł na darmo, przedstawiamy Wam subiektywny spis 12 najpopularniejszych atrakcji Wrocławia, które można zwiedzić z dzieckiem. Gotowi? No to lecimy 😉

  1. Humanitarium Ogrody Doświadczeń to miejsce gdzie poprzez zabawę można zgłębić tajemnice nauk ścisłych, a pomogą nam w tym interaktywne eksponaty oraz zajęcia warsztatowe. To miejsce, gdzie zarówno dziecko jak i jego rodzic znajdą coś dla siebie. 

    O nas

  2. Hydropolis czyli Centrum Wiedzy o Wodzie. Jest to jedyny taki obiekt w Polsce i jeden z nielicznych na świecie! Znajduje się w zabytkowym XIX wiecznym podziemnym zbiorniku wody czystej o powierzchni 4000 m2 – który do 2011 roku był normalnie używany. Co możemy zobaczyć na wystawie? Wystawa składa się z 9 stref: Stany Wody, Planeta Wody, Głębiny, Ocean Życia, Człowiek i Woda, Historia Inżynierii Wodnej, Miasto i Woda, Wystawy Czasowe i Strefy Relaksu. Ponad to znajduje się tutaj Strefa Dzieci, a przed wejściem będziemy mieli niepowtarzalną okazję zobaczyć Wodną Drukarkę! No powiedzcie, czy to nie brzmi zachęcająco? 

    O Hydropolis

  3. Kolejkowo [klik]O naszej wizycie w Kolejkowie możecie przeczytać tutaj: 

    Mama Bartka: Wrocław: Kolejkowo…

  4. Ogród Botaniczny Uniwersytetu Wrocławskiego [klik]Drugi po Ogrodzie Krakowskim najstarszy tego typu ogród w Polsce. Spacerując po Ogrodzie możemy zobaczyć m.in. gruntowne rośliny ozdobne, alpinarium, rośliny szklarniowe i wiele innych ciekawych okazów…

  5. Ogród Japoński [klik]Kawałek Japonii pośrodku miasta… 

  6.  Ogród Zoologiczny i Afrykarium [klik]O naszej wizycie we wrocławskim Zoo i w Afrykarium możecie przeczytać tutaj: 

    Mama Bartka: Wrocław: Ogród Zoologiczny i Afrykarium…

  7. Ostrów Tumski – to najstarsza dzielnica Wrocławia. Spacerując uliczkami Ostrowa możemy podziwiać piękne kościoły z gotycką katedrą pw. św. Jana Chrzciciela na czele. A jeśli wybierzemy się tam wieczorową porą może uda się nam spotkać pana, który ręcznie zapala uliczne latarnie gazowe…?

  8. Panorama Racławicka [klik]Jedyne miejsce w Polsce, gdzie można zobaczyć tak ogromny obraz! Obraz Bitwa pod Racławicami  ma wymiary 15 x 114 metrów. Został namalowany przez grupę malarzy pod kierunkiem Jana Styki I Wojciecha Kossaka. Oglądanie go na żywo robi niesamowite wrażenie. Tym razem sobie odpuściliśmy, bo Bartek jest jeszcze za mały, ale przy kolejnej wizycie z pewnością go obejrzymy,

  9.  Rejs statkiem po Odrze [klik]Taki rejs statkiem to nie lada atrakcja – przynajmniej dla nas. Płynęliśmy już po Wiśle w Krakowie i w Toruniu. Niestety po Odrze nam się nie udało… 🙁 Nie ten czas, nie ta pogoda… Ale nic straconego – popłyniemy kolejnym razem 🙂 Żegluga Pasażerska we Wrocławiu oferuje rejsy różnymi statkami na różnych trasach, więc jest w czym wybierać 🙂

  10. Rynek i Stare Miasto. Powiem tylko tyle – można spacerować i oglądać godzinami…

  11. Wrocławska Fontanna [klik]Multimedialna fontanna jest największą w Polsce i jedną z największych w Europie. Wikipedia podpowiada, że ma powierzchnię ok. 1 ha, w jej niecce umieszczono 300 wodnych dysz różnego rodzaju (gejzery, pieniące, dynamiczne, mgielne, punktowe, palmowe i wodne), 3 dysze ogniowe a na jej dnie zamontowano 800 punktów świetlnych. Wszystko to jest częścią multimedialnych pokazów wodnych, które odbywają się w rytm muzyki. Uzupełnieniem przedstawienia są projektory i kolorowe światła laserowe. Bardzo chcieliśmy to zobaczyć, ale niestety fontanna działa od ostatatniego weekendu kwietnia, a my byliśmy na początku…

  12. Wrocławskie krasnale. O naszych poszukiwaniach krasnali możecie przeczytać tutaj:  

    Mama Bartka: Wrocław – wrocławskie krasnale…

Tyle od nas 🙂 Jeśli znacie jeszcze jakieś fajne i ciekawe miejsca które warto zwiedzić z dzieckiem we Wrocławiu – piszcie w komentarzach 🙂

Mama Bartka: Wrocław – wrocławskie krasnale…

Ostatniego dnia naszego pobytu we Wrocławiu wybraliśmy się na… poszukiwanie krasnali 🙂 Łatwo nie było – krasnale są malutkie i trzeba uważnie patrzeć pod nogi, żeby któregoś nie przeoczyć. Albo nie rozdeptać 😉 Zabawa jest jednak tak wciągająca, że spędziliśmy cały dzień na spacerowaniu po rynku i po przyległych uliczkach odnajdując coraz to nowe krasnoludki. Pomimo tego, że było zimno i wietrznie.  Nawet Bartek tak się wkręcił w poszukiwania, że nie chciał wracać do hotelu 🙂

Skąd się wzięły we Wrocławiu krasnale? Istnieje na ten temat kilka legend, ale nam najbardziej spodobała się ta:

(…) dawno temu, (…) w miejscu, gdzie dziś stoi wrocławski ratusz, była sobie wielka dziura w ziemi. Pewnego dnia przybył w to miejsce pewien bardzo młody krasnal. Szedł on sobie przez świat i szukał miejsca, gdzie mógłby się osiedlić. Tak się złożyło – przez czysty przypadek – że w tym właśnie miejscu rozłożył swoje nocne obozowisko. Dziurę, ma się rozumieć, zauważył natychmiast, ale jako rozsądny krasnal nie właził tam po nocy. Za to rano, po śniadaniu, zaopatrzywszy się w pochodnię, wszedł w otwór w ziemi jął się bacznie rozglądać. Była to wielka jaskinia, a jej ściany migotały różnokolorowymi blaskami. Podszedł krasnal bliżej, a tu diament niezwykłej urody w skale siedzi. I drugi, i trzeci! I następne! A każdy z nich mieni się przecudnie i jakby szeptem historie opowiada. Były to dobre pomysły i ciepłe myśłi, dawno temu podczas podczas wybuchu wulkanicznego w diamenty zaklęte. „Ha! – pomyślał krasnal – tu jest moje miejsce!”

I wziął się do roboty. Wydobywał diamentowe pomysły zrobionym przez siebie kilofem i odkładał je na kupkę. Potem płukał w pobliskiej Odrze. Każdy diament uważnie oglądał, chuchał i polerował rąbkiem kubraka, aby sprawdzić, czy nie ma rys lub zadrapań. Zadrapane egzemplarze odrzucał daleko od siebie. I stało się coś naprawdę czarodziejskiego: chuchnięcie krasnala zamieniało diamenty w żywe krasnale. Tam, gdzie upadł odrzucony diament, natychmiast wyrastał krasnal! I jak tylko taki oprzytomnniał, patrzył na naszego bohatera i biegł w jego stronę z okrzykiem: „Papa! Papa!”

Ponieważ technika wydobywcza w tamtych czasach pozostawiała wiele do życzenia i każdy wydobyty przez Papę kryształ miał jakąś skazę, przeto i krasnale wrocławskie nie są doskonałe i mają różne przywary. Jeden wciąż śpi, drugi tylko drynda, a inny wciąż się infantylnie uśmiecha. Ale wszystkie mają wielkie i dobre serca. (..) (źródło: „Wrocławskie Krasnale.pl. Przewodnik, s.18)

Tak naprawdę, to było trochę inaczej… Wedłu Wikipedii obecne rzeźby krasnali wywodzą się od malowanych w latach 80 XX wieku graffiti, a następnie happeningów organizowanych przez ruch „Pomarańczowej Alternatywy” ośmieszających w sposób pokojowy system komunistyczny. Po upadku PRLu krasnale zostały zapomniane aż do roku 2005, kiedy to wrocławski rzeźbiarz Tomasz Moczek ustawił pięć pierwszych krasnali. Od tej pory co roku sukcesywnie przybywa małych mieszkańców Wrocławia. W tej chwili jest ich już ponad 300! Nowe postacie są tworzone przez artystów z całej Polski a ich opiekunami są organizacje publiczne, firmy i osoby prywatne. Organizowane są specjalne wycieczki szlakiem krasnali, gry plenerowe, spektakle teatralne a raz w roku odbywa się Festiwal Krasnoludków. Są również wydawane specjalne mapy dla chcących połączyć zwiedzanie Wrocławia z odnajdywaniem małych figurek.

Również my zaopatrzyliśmy się w taką mapę i wyruszyliśmy na poszukiwania. Tak jak wspominałam – ograniczyliśmy się do Rynku i najbliższych okolic (jednego upolowaliśmy w Zoo) a udało nam się odnaleźć nieco ponad 40…

Podsumowując – spędziliśmy bardzo ciekawy i bardzo aktywny dzień. A ponieważ jeszcze nam było mało, to do poduszki poczytaliśmy rózne ciekawostki i opowiadania w zakupionych przewodnikach. Polecamy każdemu taki spacer w towarzystwie krasnoludków…. A jeśli ktoś już zwiedzał Wrocław szlakiem krasnali, to prosimy – podzielcie się Waszymi wrażeniami w komentarzach 🙂

A dla tych którzy nie czytali opowieści z dwóch pierwszych dni we Wrocławiu – małe przypomnienie poniżej:

Mama Bartka: Wrocław: Ogród Zoologiczny i Afrykarium…

Mama Bartka: Wrocław: Kolejkowo…

Mama Bartka: Wrocław: Ogród Zoologiczny i Afrykarium…

WrocławWrocław – drugi dzień naszego pobytu był zdecydowanie lepszy – nie padał deszcz i nawet świeciło słońce 🙂 Zdecydowaliśmy, że to odpowiednia pora na odwiedziny we Wrocławskim Ogrodzie Zoologicznym i w Afrykarium. Nie mogliśmy wybrać lepiej – wszystko co tylko mogło już się pięknie zazieleniło, zwierzęta zwabione słońcem wygrzewały się na wybiegach a początek sezonu sprawił, że nie było tłumów 🙂

Wrocławskie Zoo jest najstarszym ogrodem zoologicznym w Polsce. I chyba najbardziej znanym. Kto z nas nie oglądał w dzieciństwie programu prowadzonego przez Antoniego i Hannę Gucwińskich Z kamerą wśród zwierząt?  Chyba każdy – biorąc pod uwagę fakt, że program był emitowany w latach 1971 – 2001! Do dzisiaj pamiętam, jak wielkim przeżyciem było zobaczenie na żywo pana Antoniego – gdzieś w latach mojej wczesnej podstawówki 😉 Szkoda, że losy państwa Gucwińskich potoczyły się tak a nie inaczej, ale cóż… Taki mamy kraj…

Wracając do naszej wizyty 🙂 Wyruszyliśmy zaraz po śniadanku i po pół godzinnym spacerku brzegiem Odry byliśmy na miejscu. Zakupiliśmy bilety (oj, bolało 😉 ), mapkę i poszliśmy oglądać zwierzęta 🙂

Na dzień dobry przywitały nas wielbłądy…

… następnie podglądaliśmy wygrzewające się na słoneczku przytulone lwy <3 …

… podziwialiśmy dostojne żyrafy…

… podpatrywaliśmy mieszkańców Dziecińca Zwierzęcego – najsłodszy był ten maleńki, śpiący osiołek <3 …

… oczywiście zajrzeliśmy do słoni i nosorożca…

… a także do słodkich niedźwiadków ;P …

… zobaczyliśmy też różne małpy…

Widzieliśmy też mnóstwo innych większych i mniejszych zwierząt, a także gadów, płazów, ryb i ptaków. Ale nie mamy zdjęć 😀

Najciekawsze – czyli Afrykarium – zostawiliśmy sobie na sam koniec. I było warto! Czegoś tak pięknego naprawdę dawno nie widzieliśmy! Bartek był tak zafascynowany, że nie chciał wyjść 🙂 Zdjęć mamy mało, bo nie można robić z lampą błyskową – a my respektujemy zakazy. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od zbiornika Morza Czerwonego z przepiękną rafą koralową i mnóstwem cudownie kolorowych ryb… Następnie przeszliśmy do strefy Afryki Wschodniej, gdzie czekała na nas rodzinka hipopotamów – w tym jeden malutki. Słodziak 😉

Największą atrakcją Afrykarium jest niewątpliwie Kanał Mozambicki, gdzie podczas spaceru 18-metrowym tunelem możemy podziwiać ogromne żółwie, rekiny czy płaszczki.

Kolejna atrakcja to Wybrzeże Szkieletów, gdzie możemy zobaczyć kotiki afrykańskie – podobne do naszych fok.

I na końcu odwiedzamy Dżunglę nad rzeką Kongo. Było naprawdę gorrrrąco 😉 Mieliśmy też niebywałe szczęście trafić na porę karmienia żółwi pustynnych! Mogliśmy wejść za ogrodzenie i je pogłaskać 🙂

Na podglądaniu mieszkańców Zoo spędziliśmy wiele godzin. Tyle się nachodziliśmy, że nie mieliśmy sił dowlec się z powrotem do hotelu 😉 Ale było warto! I cena, którą trzeba zapłacić za wstęp jest w tym przypadku adekwatna do atrakcji, które wrocławskie Zoo oferuje.

Poniżej relacja z pierwszego dnia we Wrocłąwiu 🙂

Mama Bartka: Wrocław: Kolejkowo…