Mama Bartka: No ileż można!!!

Jeszcze trochę i ta pogoda doprowadzi mnie do obłędu! No ileż można??? Kilka dni ciepła i znowu zmiana o 180 stopni… Nie wiem, chyba na starość staję się meteopatką… Ale przyznajcie sami, że ostatnio ta pogoda przegina. Jesień kiepska, zima – powiedzmy jako-tako, wiosny brak. Bo dla mnie kilka dni ciepła na zmianę ze śniegiem, deszczem, wiatrami i temperaturą w okolicach 10 stopni to nie jest żadna wiosna, tylko jakiś kiepski żart… A jakby nie było mamy koniec maja… Za miesiąc rozpocznie się astronomiczne lato… Chociaż patrząc na długoterminowe prognozy pogody też cudów nie należy się spodziewać…

Na Bartka ta pogoda też kiepsko wpływa. Już od bardzo długiego czasu (od jesieni?) walczymy z masakryczną nadpobudliwością. Leki nie pomagają, zmęczenie fizyczne pomaga na chwilę. On po prostu jest w ciągłym biegu. Nawet jak siedzi, to podskakuje, buja się na krześle i wyczynia różne inne akrobacje, podśpiewuje, pokrzykuje, piszczy. Serio, zwariować można… Tak właśnie dziś wpadło mi do głowy, że na brak stabilności emocjonalnej u Bartka ma wpływ brak stabilności w pogodzie. Do tej pory zawsze było tak, że w okolicach jesieni Bartek przechodził kryzys. Tak było odkąd mamy zdiagnozowany autyzm. Ale w okolicach grudnia-stycznia wszystko wracało do normy, a zazwyczaj było jeszcze lepiej… A teraz to trwa nieustannie i już powoli tracę nadzieję, że w końcu się polepszy…

Bartek nigdy się nie męczy. A nawet jak się zmęczy to regeneracja zajmuje mu 10 minut. Możemy chodzić cały dzień, zrobić masę kilometrów i po powrocie do domu ja umieram a on dalej szaleje. W tygodniu Bartek wstaje o 5:45, o 6:30 wyjeżdza do szkoły, wraca zazwyczaj ok 16:30. Kładzie się spać o 22:00 i to tylko dlatego, że mu każę. I on nie jest zmęczony. Mnie męczy samo patrzenie na jego szaleństwa…

W styczniu zmieniliśmy leki na takie o przedłużonym uwalnianiu. Miało być lepiej – nie było… Po dwóch miesiącach męki wróciliśmy do starych. Przez moment była poprawa i znowu to samo. Konsultowałam to ostatnio z naszą panią doktor prowadzącą, ale alternatywny wielkiej nie ma… To znaczy albo będą to leki, po których najprowdopodobniej przytyje (a na to nie możemy sobie pozwolić), albo takie za miliony monet 😉 Ale zmieniać będziemy dopiero w sierpniu, więc jeszcze prawie trzy miesiące szaleństwa… Damy radę? Tyle wytrzymaliśmy, to jeszcze trochę chyba damy radę… A może coś się zmieni na lepsze?

Czy w całej tej sytuacji są w ogóle jakieś plusy? O dziwo – tak 🙂 Na szczęście nie ma regresu, tylko mały bo mały – ale progres 🙂 I zazwyczaj potrafi się skupić, gdy trzeba odrabiać zadanie domowe albo podczas terapii. No i na szczęście w miejscach publicznych nie robi większego obciachu 😉

Na zakończenie chciałabym życzyć i nam i Wam, aby ta pogoda wreszcie się ustatkowała, bo może wtedy wszystko samo się ułoży…

Permalink do tego artykułu: http://autyzmbartka.pl/mama-bartka-no-ilez-mozna/

5 Komentarzy

Skip to comment form

  1. Oczywiście, że dacie radę ! ? wierze w to ?
    A co do pogody to się nie wypowiem ? wiec życzymy i Wam i Nam by wkoncu przyszła prawdziwa wiosna ! ?

    1. O tak 🙂

    • Gabriela on 24 maja 2017 at 20:10
    • Odpowiedz

    Musicie dać radę więc dacie radę!I pogoda też się w końcu poprawi. Chciała bym w to wierzyć.

    1. Już się poprawiła – ciekawe na jak długo 😉

  2. oj tak pogoda okropna męczy każdego. moje dzieciaki też sa umęczona jak nie upały to deszcze ile można

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.