Lut 07 2017

Mama Bartka: Do trzech razy sztuka czyli wcale nie krótka historia o…

Z końcem stycznia straciło ważność orzeczenie o niepełnosprawności, które posiada Bartek. Zgodnie z obowiązującymi przepisami wniosek na kolejne można składać najwcześniej miesiąc przed końcem tego obowiązującego. W związku z tym z początkiem stycznia zaczęłam kompletować dokumenty potrzebne do złożenia kolejnego wniosku…

Do wniosku należy dołączyć wszystkie niezbędne dokumenty, które wnoszą istotne informacje w toku postępowania: zaświadczenie lekarskie wypisane przez lekarza prowadzącego (w naszym przypadku psychiatra), kserokopie kartotek z poradni do których uczęszczamy, wypisy z pobytów szpitalnych i turnusów rehabilitacyjnych, opinie ze szkoły i z terapii na które Bartek uczęszcza. najważniejsze w tym wszystkim jest to, że muszą to być dokumenty oryginalne lub takie, na których widnieje pieczątka „potwierdzono zgodność z oryginałem”. I właśnie o tej pieczątce ta historia…

PODEJŚCIE PIERWSZE

Trzy poradnie z których potrzebowaliśmy kserokopie kartotek znajdują się w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach (metaboliczna, genetyczna i neurologiczna). No ale Katowice daleko a żadnej wizyty w najbliższym czasie nie mamy zaplanowanej… Co robić? Specjalnie jechać mi się nie chciało, bo od ręki nie skserują tylko trzeba czekać ok. tygodnia. Aby zaoszczędzić czasu próbuję załatwić sprawę telefonicznie. No i sukces! Kartoteki będą do odbioru za tydzień, akurat w dzień wyjazdu na ferie do Bielska-Białej. Tata Bartka odwoził nas na pociąg do Katowic, więc przy okazji podjechał i odebrał kartoteki 🙂

PODEJŚCIE DRUGIE

Ale odebrał, więc o co chodzi? Wróciliśmy z ferii, zaliczyliśmy najważniejszą wizytę u psychiatry, która nam wypisała najważniejszy dokument – zaświadczenie lekarskie i przeglądam po kolei wszystkie dokumenty, aby przypadkiem czegoś nie pominąć. Nagle co ja patrzę? Na ŻADNEJ kartotece z Katowic nie ma pieczątki potwierdzającej zgodność z oryginałem!!!  No krew się we mnie zagotowała!!! Bez tego nikt nie przyjmie mi wniosku!!! Nazajutrz od samego rana próbuję się dodzwonić do Katowic… Dzwonię i dzwonię i albo jest dobry sygnał i nikt nie odbiera, albo jest zajęte. Postanawiam jednak zaryzykować i jadę złożyć wniosek. Na początku bardzo miła pani mówi mi, że niestety bez potwierdzenia zgodności z oryginałem nie może przyjąć dokumentów, ale na szczęście ratuje mnie to, że z poradni psychiatrycznej mam ksero z wszystkimi potrzebnymi pieczątkami. Ostatecznie więc wniosek zostaje przyjęty, a brakujące kartoteki mam jak najszybciej dostarczyć…

Po kilku dniach prób udaje mi się w końcu dodzwonić do Katowic i czego się dowiaduję? Że pieczątki „potwierdzono zgodność z oryginałem” przybijają na wyraźną prośbę rodzica, bo… UWAGA!!! jest to dodatkowo płatne – jedynie 7 zł od kartoteki!!! Krew się we mnie zagotowała po raz kolejny… Pytam się więc – jak mogę najuprzejmiej – dlaczego mnie, ani mojego męża nikt o tym nie poinformował? Przecież mówiłam do czego to potrzebuję? No, ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem… Pytam, czy pieczątki przybiją na poczekaniu czy znowu trzeba czekać? Na poczekaniu. Od której czynne? Od 8:00. Super, Tata Bartka zdąży to załatwić przed pracą.

Pojechał i dzwoni do mnie: „Kto Ci powiedział, że jest czynne od 8:00?” No ta kobieta z którą rozmawiałam… „Bo tutaj pisze, że czynne od 10:00 i nikogo nie ma…”  Tak, dokładnie… Krew mnie zalała po raz kolejny… Od razu złapałam za telefon i dzwonię… Sukces! Połączyłam się za pierwszym razem! I pytam, już wcale nie uprzejmie, dlaczego robią z ludzi idiotów i przekazują błędne informacje??? A kobieta mi coś tam gada, że niby od 10:00, ale są od 8:00, ale mają wtedy inne obowiązki i może ich wtedy nie być w sekretariacie. I że mąż mógł poczekać. Ale mąż już oczywiście odjechał… 🙁

PODEJŚCIE TRZECIE

Dzwonię więc do męża i mówię, że skoro nie załatwił dzisiaj (był piątek) to ma jechać w poniedziałek i nie ruszać się stamtąd, dopóki nie będzie miał tych cholernych pieczątek!!! Ostatecznie pojechaliśmy dzisiaj – razem, żeby już mieć pewność, że na pewno sprawa będzie załatwiona. Trwało to może z dwie minuty, kobieta przybiła na każdym ksero po jednej pieczątce i skasowała za wszystko 21 zł. Na szczęście dała paragon… Prosto z Katowic pojechaliśmy dołączyć te nieszczęsne kartoteki do złożonych już dokumentów… Teraz pozostało nam już tylko czekać na termin komisji…

Co mnie w tym wszystkim tak zbulwersowało? Najbardziej to, że traktują rodziców pacjentów jak idiotów i zamiast od razu powiedzieć, że pieczątki „potwierdzam zgodność z oryginałem” są przybijane na specjalne życzenie i dodatkowo płatne narażają na dodatkowe koszty związane z jeżdżeniem tam i z powrotem. Ok – mogłam o to poprosić od razu, ale skąd miałam wiedzieć, że tam są takie praktyki? W żadnej innej poradni nie spotkałam się z tym, żeby potwierdzanie zgodności z oryginałem było wykonywane na wyraźne życzenie rodzica (było to robione z automatu) i na dodatek było płatne – i to nie mało, bo 7 zł przybicie pieczątki to chyba zbyt wiele… Zresztą nie przypominam sobie, aby dwa lata temu, kiedy kserowałam kartoteki do poprzedniej komisji ktoś robił takie jaja…

Zresztą o tym, że pacjentów mają tam za nic, mieliśmy okazję przekonać się już w lipcu zeszłego roku, kiedy pojechaliśmy na zaplanowaną wizytę w poradni neurologicznej. Wchodzimy do rejestracji, mówię do jakiej poradni i jakiego lekarza a rejestratorka na to, że ta pani doktor już tu nie pracuje… Para poszła mi uszami i przez zaciśnięte zęby pytam, dlaczego nikt mnie o tym nie poinformował? A pani na to, że przecież list polecony był wysłany. Pytam kiedy? Ona mówi, że w piątek (był czwartek). Mówię, że nic nie dostałam i pytam, na jaki adres był list wysłany? Do Kalet. W pierwszej chwili pomyślałam, że może Rodzice zapomnieli mnie poinformować więc dzwonię do Mamy się zapytać, ale ona mówi, że nic nie przyszło… Co było robić – wróciliśmy do domu. Popołudniu dzwoni Mama i mówi, że właśnie przyszedł list… Zwykły – nie polecony i wysłany we wtorek, a nie w piątek… Dlaczego wtedy nie zadzwonili, chociaż mają mój numer? Do dzisiaj nie wiem… Szkoda tylko, że Bartek stracił wtedy dzień szkoły, mąż dzień urlopu, że już nie wspomnę o kosztach paliwa…

Ulżyło mi trochę… 😉

Permalink do tego artykułu: http://autyzmbartka.pl/mama-bartka-do-trzech-razy-sztuka-czyli-wcale-nie-krotka-historia-o/

8 Komentarzy

Skip to comment form

    • Bożena M. on 7 lutego 2017 at 20:13
    • Odpowiedz

    Ufff! – Współczuję 🙁 – Tego nawet nie ma jak skomentować, bo brakuje odpowiednich słów „społecznie akceptowanych” 😉

    1. Dokładnie…

  1. To sobie ulżyłaś ???
    Szkoda nerwów, to jest Polska ? u nas zawsze pod górkę ? niestety… I człowiek jeździ w te i w tamtą bo przecież nic innego do roboty nie ma ???

    Trzymam kciuki za wyniki komisji ‚✊✊✊

    1. Dziękujemy 🙂

  2. Normalnie jeszcze jest mnie w stanie coś zaskoczyć w naszym pięknym kraju ? Szkoda nerwów, głowa do góry. Buziaki dla Bartusia ❤?

    1. Bartuś dziękuje za buziaki 🙂

    • Gabriela on 8 lutego 2017 at 20:54
    • Odpowiedz

    Tym razem bez komentarza, bo tym razem jako osoba kulturalna(za jaką się uważam) nie potrafię dobrać odpowiednich słów, które wyrażały by moje uczucia. Pozdrawiam serdecznie.

    1. Również pozdrawiamy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.